Najwyższy czas się zebrać i zrobić jakiś wpis na bloga :) Moja nieobecność była
podyktowana trochę lenistwem a trochę tym, że zamiast pisać wolałem z pewną
hipsterką grzać ryj na balkonie, zajadając się tostami i pijąc bananowe frape :) W ciągu ostatniego
miesiąca ugotowaliśmy na spontanie sporo pysznego żarełka i chyba większość
tego jest udokumentowana (część z tego pewnie będzie można zobaczyć na
veganfairytale). Dobrze być z kimś kto tak jak ty jest wegan łasuchem i do tego
jest dla Ciebie mega inspiracją w kuchni. W ogóle to z tego wszystkiego
przytyłem z kilka kilo i czas zacząć na poważnie mordęgę na siłowni. Kurier
wczoraj dostarczył kartę multisport także tego…:)
Tak w ogóle, jakimś cudem znowu się
znalazłem w Olsztynie. Nawet zdążyłem zamieszkać tutaj w aż dwóch lokalizacjach.
Chyba utknę tu na dłużej. Trochę szkoda mi Trójmiasta, bo już udało mi się
odnowić kilka zapomnianych znajomości, a i praca wydawała się jakaś lżejsza, co
rusz jakiś koncert, no i wiadomo – morze. Ale Olsztyn też ma kilka bardzo
ważnych zalet! Zobaczymy co czas pokaże.
Jakiś czas temu miałem ogromne parcie na fast food. Padło na hot dogi. Kupiliśmy parówki sojowe, podsmażyliśmy je na patelni z cebulką, czosnkiem, papryką i odrobiną ketchupu. Efekty możecie zobaczyć poniżej:
W ostatnim miesiącu nie obyło się też bez :
samosów z orzechami nerkowca
kebeb pizzy
łupów ze śmietnika
Za tydzień zaczyna się pod Wrocławiem slot art festiwal , udało mi się być na tej imprezie już kilka razy. Naprawdę polecam! Dzieje się tam masa rzeczy: kilka scen muzycznych, różnorakie warsztaty, wystawy, instalacje, DKF, stoisko z wegan żarciem najadaczy i wiele innych atrakcji. Jest też scena niezależna hardcore punk, na której w tym roku będę miał przywilej zagrać z moją kapelą Adult Crash ! Zapraszam do pogo! ;)
Ostatni miesiąc obfitował w kilka fajnych imprez, które udało mi się zaliczyć. Między innymi odbyła się Trójmiejska Kuchnia Społeczna vol. 2. w wersji tym razem 100% wegańskiej. Wcześniej dopuszczalne były potrawy lakto-owo. Pod pretekstem tygodnia weganizmu organizatorzy przeforsowali opcję czysto roślinną i mam nadzieję, że już tak pozostanie. Na szczęście byłem punktualnie, bo dosłownie po 10 min wszystko zniknęło! Część osób uczestniczyła w rowerowej masie krytycznej, która miała miejsce zaraz przed Kuchnią i postanowiła nie gotować tylko zapłacić za wjazd. W końcu końców trochę mało było żarcia i jak ktoś był 14.15, jak mój znajomy, mógł co najwyżej popatrzeć na resztki :) Morał z tego: warto być na czas! :) Do jedzenia zrobiłem na szybko kotlety z soczewicy z przepisu chyba z mojej pierwszej xerowanej książki kucharskiej/ poradnika początkującego wegetarianina, który dawno temu gdzieś zaginął.
Oto przepis:
1 szklanka czerwonej soczewicy
2 szklanki płatków owsianych
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
bułka tarta
pieprz ziołowy, sól, majeranek itp.
olej do smażenia
Płatki wkładamy do miski i sparzamy wrzątkiem, aby się kleiły. Soczewicę gotujemy z 15 min, aż będzie miękka, następnie odcedzamy. Cebulę i czosnek kroimy w kostkę i podsmażamy na patelni. Wszystko łączymy ze sobą, przyprawiamy do smaku. Formujemy małe kotlety, jeśli masa jest za rzadka dodajemy płatków owsianych bądź bułki tartej. Uformowane kotlety obtaczam w bułce tartej lub mące kukurydzianej i smażę na patelni.
Jakoś dzień przed wegan wyżerą udało mi się w Wydziale Remontowym zobaczyć dwie fajne kapele: Wieże Fabryk i Guantanamo Party Program . Na żywo naprawdę miażdzą! sprawdźcie je koniecznie.
Wczoraj za to byłem w Warszawie i odwiedziłem w końcu burgerowy wegan fast food Krowarzywa oraz zrobiłem drugie podejście do Cafe Tygrys tym razem o ludzkiej popołudniowej porze. W Krowarzywie zamówiliśmy seitanexy z sosem majonezowym i musztardowym. Genialne! I nawet da się tym najeść! :) Jeden duży burger za 15 zl, ale myślę, że wart swojej ceny. Do tego spoko kompot z jabłek za piątkę.
W Cafe Tygrys na deser wziąłem ciasto z galaretką i kremem za ósemkę. Dobre! :) Fajna miejscówka, bardzo punkowo, talerzyki sygnowane marką społem i ogólnie wintydż robotnicza stylówa.
Tutaj jeszcze kilka zdjęć tego co ostatnio jadłem, coby się nie zmarnowało :)
Od świąt minął już tydzień, czas przyszpanować wypiekami ;) W moim przypadku, nie ma tego
zbyt wiele. Rodzina, jak co roku, koncertowo mnie olała i uderzyła w scenę serników i innych niewegańskich
mazurków. Trzeba było koniecznie coś skonstruować samemu, bo wg mnie Wielkanoc bez
ciasta to jakieś nieporozumienie ;) Także nie szukając daleko, jak zawsze z
pomocą przyszła www.puszka.pl. Kilka
kliknięć i mamy wypróbowany przepis na wegańską babkę wielkanocną.
Składniki :
4 szklanki mąki
1 szklanka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
2 szklanki mleka sojowego
12 łyżek (1/2 szkl.) oleju
ok. 3 łyżeczki aromatu pomarańczowego/cytrynowego (można też trochę więcej)
skórka starta z 1 cytryny
sok z 2 cytryn
ew. rodzynki
Ja podzieliłem te składniki na pół, bo stwierdziłem, że może
być tego za dużo na moją małą formę.
Piekarnik nastawiamy na 200°C, żeby się nagrzał - zajmie to
10 min. albo i więcej.
Łączymy składniki mikserem. Dodajemy rodzynki. Przelewamy masę do natłuszczonej
formy posypanej bułką tartą, pieczemy około 40/50 minut (cały czas w
temperaturze 200°C). Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzamy patyczkiem ciasto
czy w środku nie jest surowe.Ja babkę w
sumie trzymałem chyba z godzinę, bo ciasto było dość długo surowe, pewnie
zależy od piekarnika. Jeśli chodzi o wyciąganie babki z formy, to jest kilka
szkół. Ponoć często się zdarza, że przykleja się do formy i trzeba ją wyjąć w
kawałkach. U mnie się sprawdził patent, żeby wyjąć ją po odczekaniu ok. 15 min.
Ważne, żeby babka nie była gorąca, ale również żeby całkowicie nie ostygła.
Działa!
Była to moja pierwsza babka i wyszła bardzo spoko, zarówno
jeśli chodzi o wygląd jak i smak! Ten cytrynowy aromat!
Poza tym, od półtora tygodnia nieprzyzwoicie się obijam na Warmii
i Mazurach. Fajnie zrobić sobie reset od pracy i takiej zwykłej codzienności. W
końcu można spokojnie siąść nad książką i się wychillować bądź nad gitarą i się
porządnie wyżyć, albo spotkać się z kimś :)
i pojechać sobie za miasto do skandynawskiej knajpy nad jeziorem! Z książek właśnie
jestem w trakcie Amosa Oz’aMoże gdzie indziej. Kibuc w Izraelu, lata
chyba 60te, trochę syjonizmu i socjalizmu od środka, niby ciekawe, ale jestem
grubo po 100 kartkach i trochę mi się zaczyna nudzić ;). Na szczęście odkurzyłem
sobie też kilka książek z czasów mojej magisterki o latynoamerykańskiej
teologii wyzwolenia :)
Na szczęście chrześcijaństwo ma wiele twarzy, w tym tę ostro zaangażowaną w
sprawy społeczno – polityczne, walkę z niesprawiedliwością społeczną, wyzyskiem,
krytycznie spoglądającą na neoliberalizm gospodarczy. Jakby ktoś był
zainteresowany tutaj sporo tekstów:
„Nie czyń krzywdy
najemnikowi, biedakowi i ubogiemu z twoich braci albo z obcych przybyszów,
którzy są w twojej ziemi, w twoich bramach. W tym samym dniu, kiedy wykonał
swoją pracę, dasz mu jego zapłatę, przed zachodem słońca, gdyż on jest biedny i
z tego się utrzymuje, aby nie wołał do Pana przeciwko tobie, bo miałbyś grzech”
V Mojż. 24, 14-15
„Biada temu, który buduje
swój dom na niesprawiedliwości, a górne komnaty na bezprawiu, swojemu bliźniemu
każe za darmo pracować i nie daje mu jego zapłaty. Który mówi: Zbuduje sobie
dom przestronny i górne komnaty obszerne, i wybija sobie otwór okienny, wykłada
go drzewem cedrowym i zabarwia cynobrem. Czy jesteś królem przez to, że
współzawodniczysz w cedrowych budowlach? Twój ojciec przecież też jadł i pił,
lecz stosował również prawo i sprawiedliwość i wtedy dobrze mu się powodziło.
Sądził sprawę ubogiego i biednego, i wtedy było dobrze. Czy nie na tym polega,
że się mnie zna? – mówi Pan.” Jer. 22, 13-16
A dziś, jeśli wszystko dobrze
pójdzie, w końcu próba kapeli! Dobrze, bo już zaczynam się zachowywać jak
narkoman na głodzie! :D
Takie weekendy lubię! Mało zamulania w domu, za to dużo
czasu na powietrzu i wśród ludzi. W sobotę trochę przypadkiem ze znajomymi wbiliśmy
się do Gdyni i zrobiliśmy obczajkę portu oraz plaży :) Jak widzę morze, za każdym
razem mam banana na twarzy, ale to chyba typowe dla kogoś, kto bywał tu raz na
ruski rok i do tego tylko podczas urlopu w wakacje. Teraz mam do morza 10 min samochodem! Yeah! W niedzielę po nabo w
Sopocie ruszyliśmy na Kuchnię Społeczną Trójmiasto vol. 1, która odbywała się w
Oliwie. Niezaliczenie takiej imprezy i wegańskiego obżarstwa, w moim przypadku,
byłoby tożsame no nie wiem z czym…chyba z 40 stopniową gorączką, ale nawet to
nie wiem czy by mnie powstrzymało :P Poza tym chciałem mieć porównanie z naszym
olsztyńskim vegan brunchem i sprawdzić jak to działa tutaj. Także udało mi się
namówić jeszcze trzech mięsożernych znajomych, żeby coś razem ugotować i
pojechać tam na obiad. Od zawsze wiedziałem, że najskuteczniejsza indoktrynancja
to wspólne gotowanie wegańskiej szamy! :D Jako, że pierogi ruskie, nie chwaląc
się ;), były małym hitem na jednym z ostatnich branczy w Olsztynie,
postanowiliśmy je zrobić jeszcze raz i podbić żołądki Pomorzan. Żeby wejść za
free (bez jedzenia wjazd 10 zł), dorobiliśmy jeszcze trochę surówy z marchwi,
jabłek, mandarynek i bakalii.
Dochód z imprezy został przekazany na schronisko w Mikoszewie
i wykup źrebaka, który w kwietniu miał być sprzedany do rzeźni. Oprócz
jedzenia, był jeszcze pokaz zdjęć ze schroniska oraz licytacja prac studentów
gdańskiej ASP. Zebrano w sumie ponad 2000 zł ! :)
Impreza mega pozytywna, na oko było ok. 60 osób, sporo zróżnicowanego jedzenia
(mi najbardziej smakowały ciasta!:P) , dużo punków, ale też kilka osób sporo po
60tce :). Więcej
takich akcji!
Wrzucam przepis na pierogi.
Potrzebujemy:
Na ciasto: 1 kg mąki tortowej, olej roślinny, sól, woda
Farsz:
5 ziemniaków
Kostka WĘDZONEGO tofu
Duża cebula
Czosnek
Pieprz, sól
Gotujemy ziemniaki aż będą miękkie, solimy a następnie
rozgniatamy na gładką masę. W tym samym czasie na patelni podsmażamy pokrojoną
w kostkę cebulę i czosnek oraz rozgniecione tofu. Jak już wszystko jest gotowe,
łączymy i doprawiamy do smaku pieprzem i solą. Farsz najlepiej jak postoi przez
noc, żeby wszystko mogło się przegryźć.
Robimy ciasto na pierogi. Do dużej miski sypiemy kg mąki, wrzucamy
dużą szczyptę soli i kilka łyżek oleju. Wszystko mieszamy, a następnie sparzamy
wrzątkiem. Mieszamy, dolewamy ok. ½ szklanki zimnej wody i ugniatamy ciasto.
Jeśli ciasto jest za mokre dosypujemy mąki, jeśli suche dolewamy wody. Ma być
jednolite, sprężyste i miękkie także trzeba trochę czasu je pognieść .
Rozwałkowujemy je i wycinamy koła jakimś kubkiem, chyba, że masz pod ręką jakąś
specjalną foremkę. Nakładamy widelcem trochę farszu i zaklejamy. Takiego
pieroga wrzucamy na rozgrzany olej i smażymy z dwóch stron. Można je również
ugotować, ale ja je wolę w wersji smażonej.
Jadąc samochodem z Olsztyna do Gdańska, natrafiłem na drogowskaz: grochówka wojskowa 100 metrów :) I w ten oto sposób zrodził się pomysł na obiad :D Żeby nie było, moje jedyne konotacje z wojskiem to camo spodenki, ktore leżą w szafie i czekają na lato! Od służby wojskowej się wykręciłem dawno temu i wiadomo, food not bombs! Ale wegańską grochóweczką wojskową ;) nie pogardzę! Zwłaszcza, że za oknem pingwin i zaczynam wątpić, że wiosna jeszcze kiedykolwiek tutaj wróci. Jedyna nadzieja to nafaszerować się witaminą D, zjeść coś energetycznego, włączyć Game Of Thrones i łudzić się, że niedługo będzie cieplej.
Także grochówka (coś czuję, że na tym blogu nie uświadczysz niczego wyrafinowanego ;)).
Potrzebujemy:
2 marchewki
mały seler
korzeń piertuszki
2 cebule
1/4 kapusty np. włoskiej
4 ząbki czosnku
4 ziemniaki
250 g grochu (połówki, nie trzeba wcześniej moczyć)
2 kiełby sojowe
przyprawy: majeranek, liść laurowy, ziele angielskie, dużo czarnego pieprzu, chilli, sól, trochę sosu sojowego
Warzywa obieramy i kroimy w kostkę (ziemniaki lubię jak są w dużych kawałkach), następnie wrzucamy do dużego garnka. Zalewamy zimną wodą dużo ponad poziom warzyw. Ja od razu dodaję przyprawy, jedynie solę na końcu. Gotujemy aż groch i inne warzywa będą miekkie, jakieś 30 min, może 40. Jak już wszystko jest miękkie, na patelni podsmażam pokrojone kiełbaski sojowe i cebulę. Dorzucam do zupy i doprawiam solą do smaku. Jeszcze można chwilę podgotować, żeby wszystko się ze sobą przegryzło. Dla ozdoby można dorzucić trochę natki pietruszki albo innego zielska oraz uprażone pestki dyni, jak na załączonym obrazku. the end :)
Ostatnio byłem na chwilę w Warszawie. Konieczność
wyprowadzki do końca tygodnia i ogarnięcia całego majdanu nie pozwoliły mi niestety,
żeby pozwiedzać nowo otwarte wegańskie knajpy, nie wspominając o odwiedzeniu
kogokolwiek. Czy tylko mi się wydaje, że ostatnio jest jakiś wysyp wegan
miejscówek w stolicy?! :)
Surya, Veg Deli, Cafe Tygrys, wkrótce zostanie otwarte Krowarzywo z wegan
burgerami na pokładzie!
W piątek rano po przyjeździe miałem jedynie sekundę, żeby
zajść w centrum na Chmielną do Tygrysa. Słyszałem, że o ich wegan hot dogach
już krążą legendy ;) Bardzo szkoda, bo o 10.30 byli jeszcze zamknięci na trzy
spusty, z resztą podobnie jak WegeMiasto po drugiej stronie ulicy. Z braku laku
poszedłem do knajpki naprzeciw Green Waya na Szpitalnej, nie pamiętam nazwy,
ale mają na śniadanie również opcję vegan – kanapki z tofu z suszonymi
pomidorami i jakimś zielskiem. Bez szału, ale zawsze coś.
W wawie zatrzymałem się u znajomej i obiecałem, że za kawałek
podłogi do spania zrobię rano jakieś śniadanie. Miała być jajecznica z tofu z
warzywami, ale w markecie nie było białego tofu, więc kupiłem marynowane, kilka
pieczarek, cebulę, trochę warzyw i stwierdziłem, że coś wykombinuję rano. Dzień
wcześniej było szkolenie w firmie i mała impreza na mieście ;)
Rano podsmażyliśmy te tofu, pieczary, cebulę i
stwierdziliśmy, że to będzie nasza baza na kanapki.
Do tego mieliśmy pomidory i herbatę ;)
Znajoma jest na 5 roku na ASP, więc mogłem się przy okazji
trochę odchamić i poobcować ze sztuką.
W tym momencie robi ilustracje do Biblii i mocno się tym jaram. Zobaczcie sami.
Coś co zupełnie urwało mi głowę to prace Władysława
Winieckiego! Są to litografie. Jeśli na sali jest ktoś równie niekumaty jak ja
w tej materii, to tłumacze w skrócie, że chodzi o rysowanie na kamieniu i
później odbijanie tego na papier. Mocno pracochłonna i wymagająca precyzji robota,
na maxa old school. Prace tego gościa są z czasów kiedy o komputerach i
photoshopach mogliśmy jedynie czytać w książkach Lema ;)